Detale. Czy niewarte uwagi?

Po części przez świat, w którym żyjemy, przywykliśmy do prześlizgiwania się po powierzchni obiektów, zdarzeń i pojęć. Pozostawiamy je bez precyzyjnego rozróżniania, a taki jest właśnie sens łacińskiego „distaliare” – ciąć na kawałki – jako etymologicznej podstawy dla „detalu” i greckiego „kritikos” (w łacińskiej transliteracji) – zdolny rozróżniać – jako bazy dla „krytycznego” myślenia (sic!).

Dzieje się tak między innymi z powodu naszego przyrodzonego nawyku nieuważności.

Z biologicznego punktu widzenia sprawa ta jest zrozumiała. Nie sposób nieustannie koncentrować się na wszystkich szczegółach życia. Przepustowość i retencyjna pojemność mózgu na to nie pozwalają. Spora część przeżywanych drobiazgów słusznie nam przeto umyka, nie odnotowana przez świadomość bądź nie zanotowana w pamięci.

Z punktu widzenia ducha wszelako kwestia ta nie jest już taka oczywista. Jeśli odłożymy na bok fundamentalne skądinąd wezwanie do bycia „ubogim duchem”, to ubóstwo kulturowe można bodaj uznać za swoiste, płynące z niedbałości czy lekceważenia, zaniechanie przysługującej nam w ramach człowieczeństwa zdolności do pochwytywania „smaków” życia.

Rzetelna aktywność kulturowa wydaje się stąd wymagać wysiłku cyzelowania dotychczasowej wiedzy i umiejętności oraz wzbogacania (raczej niż „ubogacania”) swoich zasobów.

Cała powyższa tyrada służyć ma zaś weryfikacji pewnych doniesień, w których zabrakło uwagi co do, apetycznych i istotnych skądinąd szczegółów.

Rzecz dotyczy jednego z największych placów Rzymu – Piazza del Popolo. Dotyka on północnej bramy – Porta Flaminia – w antycznych Murach Aureliańskich, jakie opasują historyczne centrum miasta, leżąc u zachodniego podnóża Pincio, wzgórza pokrytego sławnym parkiem: Villa Borghese. Od zachodu plac ten o kilka kroków jest oddalony od augustiańskiego nadbrzeża Tybru, na południe zaś odchodzi trzema ulicami, zwanymi „Trójzębem” (Tridente) z najważniejszą pośrodku Via del Corso biegnącą (przez 1600 metrów) do centralnego miasta Placu Venezia.

Między „zębami” Tridente stoją bliźniacze, jak się powiada (nie tylko w polskiej Wikipedii) kościoły Matki Bożej od Cudów i Matki Bożej ze Świętej Góry (Karmel). „Na oko” są one identyczne, ale – kiedy się im „uważnie” przyjrzeć – okazują się w detalach różne: kopuła pierwszego jest ośmio-, a drugiego dwunastoboczna i, odpowiednio, plan świątyń jest kołem lub elipsą (bo zabrakło na drugą trochę miejsca). Różnią się też obie dzwonnice.

Pośrodku owalnego Placu Popolo (dokładnie na jego osiach i na osi Via del Corso) postawiono pod koniec XVI wieku jeden z trzynastu sprowadzonych (ten w 10 r.n.e.) do Rzymu egipskich obelisków (ten z czasów Ramzesa II). Strzegą go cztery lwy na schodkowych piramidkach plujące wodą do okrągłych basenów.

Od XIX wieku w kierunku wschód zachód stoją kompleksy fontannowe – od strony Tybru Neptuna, od strony Pincio Bogini Romy, zwieńczona u góry loggią z tarasem widokowym ze wzgórza.

Pewien znamienity znawca kultury, wspominając obraz z 1900/1901 r. autorstwa Aleksandra Gierymskiego pt. Piazza del Popolo w Rzymie (zamknięty na trzy spusty w magazynie Muzeum Narodowego w Warszawie, przy możliwości obejrzenia w Krakowskim MN jedynie olejnego doń szkicu!), zauważył na nim czerwoności, które skojarzył z zachodem lub wschodem słońca. Jeśli jednak wziąć pod uwagę usytuowanie tego placu względem kierunków geograficznych i cienie postaci na obrazie, to okaże się, że przedstawiona na nim scena oddaje mniej więcej godzinę 9.30 rano. Skądinąd układ wskazówek zegara na dzwonnicy bazyliki mniejszej Santa Maria del Popolo, do której
wejście znajdziemy od strony Porta Flaminia, wydaje się pokazywać 11.30 (bo zdecydowanie nie kilka minut przed szóstą wieczór). Czyżby uważnym nie był także mistrz Gierymski? Ciekawostką jest, że na tarczy wspomnianego zegara całkowicie brak oznaczeń godzin.

Liczne skarby sztuki głównego kościoła tego placu, pod wezwaniem Matki Bożej „del Popolo” pominę, zwracając jedynie uwagę na kłopot z tłumaczeniem nazwy i placu, i samej świątyni. Są na nią dwa konkurujące ze sobą wyjaśnienia. Jedno mówi, iż w tym miejscu gaj topolowy (łac. populus) otaczać miał grobowiec niesławnego cesarza Nerona, drugie, że papież Paschalis II (z przełomu XI/XII wieku) ufundował w tym miejscu kaplicę, a następnie rzeczony kościół, poświęcając go Matce Bożej Patronce Ludu Rzymskiego (nie zaś, jak powiada globalizująca lokalne realia polska Wikipedia: Plac Wszystkich Ludzi).

No i w końcu, nie godzi się pomijać w odniesieniach do Placu Popolo, uwag pro domo sua. Historia tego placu wiąże się z pewną sławną wizytą dyplomatyczną zza gór. Pokazywało ją szereg dzieł plastycznych, wśród nich obraz znanego Bernarda Bellotto (namalowany prawie półtora wieku później). Oto Jerzy Ossoliński, późniejszy kanclerz wielki koronny, udał się z misją obediencyjną (wyznaniem posłuszeństwa) do papieża Urbana VIII, w imieniu wybranego na elekcji (dobry rok wcześniej) króla Władysława IV Wazy. Długi orszak Ossolińskiego wjechał do Rzymu właśnie przez Porta Flaminia 27 listopada 1633 r. z taką pompą, że długo o tym w Wiecznym Mieście pamiętano. Konie nader bogato odzianej i klejnotami zdobionej polskiej delegacji „przypadkiem”, rzecz jasna, gubiły szczerozłote podkowy (jako prezent dla mieszkańców), wiodąc także dla zobrazowania krajowej zasobności polskie specjały, jak np. wielbłądy, których ci u nas zawsze było dostatek. A co! Z fasonem!

No cóż, bez kilku choćby „detali” charakterystyka tego placu byłaby znacznie mniej zajmująca, mniej smakowita. Tak się przynajmniej (nie bynajmniej!) piszącemu wydaje. Wiwat zatem drobiazgi!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s